Po ostatnim włosowym wpisie to właśnie o metodę OMO i o to, jak układam włosy było najwięcej pytań. Metodę OMO stosuję po swojemu, ze względu na to, że nie mam aż tyle czasu aby każdego wieczoru wypełniać te "przykazania".
Zacznijmy od początku! :)
Na czym polega?
Metoda OMO polega na tym, że cały zabieg dzielimy na trzy części. Pierwsze O - odżywianie, M - mycie, O - odżywianie. Dlaczego tak? Pierwsze O ma za zadanie zabezpieczyć włosy przed kontaktem z detergentem. Zmniejsza to wysuszenie włosów wrażliwych na szampon, a także dodatkowo regeneruje włosy.
Jak to wygląda u mnie?
O - u mnie jest to najczęściej olej, dla włosów skłonnych do obciążeń może być maska czy po prostu odżywka.
M - szamponem zmywam olej, myję tylko skórę głowy, pianę przesuwam po długości, gdzie znajduje się wcześniej nałożona odżywka/maska/olej
O - niezbędna w mojej pielęgnacji odżywka czy maska.
Z tej metody korzystam od sierpnia, czyli od początku włosomaniactwa. Moje włosy zdecydowanie zyskały na niej i są odżywione.
A teraz odpowiedź na pytanie, które padło najczęściej.
JAK UKŁADAM WŁOSY?
To nie jest żadna filozofia, mam nadzieję, że dobrze mnie zrozumiecie :D Po myciu nie rozczesuję ich, bo od razu skręt maleje i puszą się. Moim jedynym grzebieniem są palce :D Osuszam je bawełnianą koszulką
(ROBIĘ PLOPPING :)) i zaczynam działać. Zaczynam od nałożenia jedwabiu z Natura silk na długość, o którym pisałam
TUTAJ. Następnie biorę odżywki b/s z Joanny - miód+cytryna, mleko+miód. I wsmarowuję w nie dość sporo odżywki do połowy głowy (tutaj akurat linią tą jest kanapa :D) Duszę je od dołu, aby uzyskać skręt. Można spróbować ugniatanie z głową w dół aby uzyskać trochę objętości. Ja tego nie robię, ponieważ włosów i tak mam nienaturalnie dużo czego z tyłu nie widać. Po tym zabiegu włosy wyglądają tak:

Długo schną, można pomóc im suszarką z dyfuzorem. Ja staram się nie machać zbytnio głową do czasu aż będą sztywne. Idę spać nie zważając totalnie na to, co mam na głowie. Rano wszystko się odmieni :D Przez noc ta sztywność, która towarzyszyła nam dotychczas powinna puścić. Jeśli nie, wystarczy gnieść je ręką i prosze bardzo! :D
Jeśli to nie zadziała, można zawijać spiralki na palec kiedy będą mokre i siedzieć nieruchomo aż do wyschnięcia. Nie dziwcie się, też rak robiłam! :D
PS: Uważajcie na wilgotną poduszkę :c wtedy, zamiast pięknie ułożonych loczków będą smętne fale, ponieważ włosy zamiast tylko puścić sztywność także się spuszą.
PS2: Myślę, że w tym zabiegu pomogła mi także płukanka z siemienia lnianego. POLECAM! :D
Być może już to wiecie, ale po prostu to jest mój sposób. Do żelu lnianego nie jestem przekonana, bo raz wychodzi mi zbyt rzadki, potem za gęsty a na koniec spalę garnek :D
Jeśli macie jakieś pytania - walcie śmiało. Rozumiem, że nie wszystkie włosy są tak podatne jak moje na kręcenie.
Swoją drogą, kiedy teraz patrzę na włosy sprzed połowy roku to jest niesamowite uczucie. Jak wiele dało mi włosomaniactwo, a to dopiero połowa drogi! :D